„Nieszczęścia są nam
zsyłane po to,
abyśmy uważniej
przyjrzeli się swojemu
życiu”.
(Gogol)
Figura św. Wawrzyńca na wodzisławskim rynku
Można powiedzieć, że towarzyszą ludziom od zarania dziejów, zawsze nas zaskakują, boleśnie dotykają i łatwo nie odchodzą. Kiedy się kończą snujemy plany przeciwdziałania, aby się nie powtórzyły i wyciągamy wnioski, bo przecież przeciwności losu
uczą nas mądrości.
Był rok 1528, kiedy baron z Dobrej Ziemi i Hulczyna Baltazar Welczek sprzedał Państwo Stanowe Wodzisław – Janowi Planknarowi. Nie mógł wtedy nabywca państewka przypuszczać, że osiem lat później jego ziemie dotknie straszny kataklizm. Była to zapewne klęska żywiołowa na ogromną skalę –powódź, wichura z gradobiciem i pożary, skoro pamięć o tym nieszczęściu przetrwała do naszych czasów.
W ten to dzień św. Bartłomieja 1536 roku życie mieszkańców miasta było zagrożone a ludzie tracili nadzieję na ocalenie. W chwili grozy zwrócili się mieszkańcy o pomoc do św. Wawrzyńca, aby ten uciszył żywioły. Tak też się stało, a uratowani Wodzisławianie złożyli śluby, że będą corocznie pielgrzymować do kościoła pod wezwaniem św. Wawrzyńca w Skrzyszowie. W dawniejszych czasach pielgrzymujący do Skrzyszowa składali dary dla kościoła. Jak odnotowały kroniki „wodzisławscy pielgrzymi w 1703 roku złożyli w kościele tyle wosku, że za jego sprzedaż dobudowano do kościoła nową drewnianą wieżę krytą gontem”. Drewniany kościół w Skrzyszowie istniał od XIV wieku do 1939 roku. Pan stanowy Jan Planknar szukał pomocy przy odbudowaniu zniszczeń, między innymi do raciborskich franciszkanów napisał: „powódź wyrządziła znaczne zniszczenia, szkody we wsiach i stawach, przez co stawy zostały pozrywane, ufam że duchowne osoby z powodu tej szkody zechcą mi łaskawie udzielić słusznej obniżki czynszu”.
Dla upamiętnienia tych odległych wydarzeń, Towarzystwo Miłośników Ziemi Wodzisławskiej w 1996 roku ufundowało
dla miasta figurę św. Wawrzyńca, która została zabudowana we wnęce rynkowej kamiennicy.
Figura św. Wawrzyńca przypomina nam, że również obecnie, mimo postępu cywilizacyjnego, nie jesteśmy wolni od wszelkich kataklizmów i nieszczęść, a przykładem może być katastrofalna powódź z 1997 roku.
Św. Wawrzyniec stał się opiekunem i patronem miasta od pamiętnego kataklizmu sprzed blisko pół tysiąca lat, jednak formalnie został uznany patronem miasta w październiku 2006 roku, kiedy to Rada Miasta Wodzisławia Śl. podjęła stosowną uchwałę.
Na przestrzeni dziejów wszystkie możliwe nieszczęścia dotykały Ziemię Wodzisławską – wojny, najazdy, powodzie, gradobicie, klęski głodu, pożary, czarna śmierć, długie mroźne zimy, a nawet trzęsienie ziemi w 1858 roku.
Bodaj pierwszym, tragicznym wydarzeniem na naszej ziemi zachowanym w pamięci ludzi i w przekazie ludowym był najazd Tatarów w 1241 roku. Powszechnie znana legenda mówi o tym, jak to dzięki sprytowi radlińskich chłopów Tatarzy ponieśli klęskę na bagnach w pobliżu obecnej Baszty na Grodzisku. Rzeczywistość była jednak bardzo tragiczna, ponieważ główne siły Tatarów przechodząc przez nasze ziemie siały spustoszenie, niszczyły wszystko po drodze zmierzając w kierunku Wrocławia i Legnicy. Drewniane gródki Ziemi Wodzisławskiej nie miały szans skutecznie się obronić przed mongolską nawałnicą.
W 1430 roku Ziemię Wodzisławską pustoszyli Husyci. Uzbrojeni zwolennicy religijnego ruchu Jana Husa zdobyli „siedem wsi koło Wodzisławia oraz Rybnik”.
Do największego najazdu Husytów doszło w 1433 roku, kiedy to zniszczone zostały Marklowice i Radlin. Z tym najazdem związana jest męczeńska śmierć ks. Walentego w lesie na granicy Marklowic i Jankowic. Dla upamiętnienia miejsca śmierci dzielnego księdza zbudowano tam w 1932 roku kaplicę i sztuczną grotę z figurą Matki Boskiej.
W średniowieczu miasta budowały przed najazdami wrogów mury obronne. Wodzisław, tak jak większość średniowiecznych miast, był miastem warownym. Istniejące mury nie uchroniły miasta przed wojskami szwedzkimi, które w latach 1643–1647 zniszczyły wodzisławski zamek, drewniany kościół św. Krzyża i zabudowania mieszczan.
Szwedzka okupacja doprowadziła miasto do ruiny. W aktach sądowych dotyczących Państwa Wodzisławskiego znajdujemy zapis skargi do cesarskiego urzędu: „Tak powszechnie wiadomo, jak w tamtym czasie zostaliśmy wszyscy przez Szwedów zupełnie zrujnowani, zniszczeni i obrabowani i poza tym nieustannie dręczeni”.
Grabieże i nadmierne obciążenia doprowadziły do klęski głodu w mieście. Na Śląsku straciło wówczas życie ponad trzydzieści procent ludzi.
Pożar, który strawił prawie cały Wodzisław wybuchł w czasie jarmarku dnia 12 czerwca 1822 roku. Mimo, że katastrofa nastąpiła w środku dnia i nie zaskoczyła nikogo we śnie, śmierć poniosło 11 osób. Blisko 300 rodzin straciło dach nad głową i cały dobytek. Spłonęły 144 domy mieszkalne, kościół katolicki i probostwo, browar miejski i słodownia oraz zamek. Pożar zniszczył wszystko, co napotkał na swojej drodze. Nie oszczędził nawet drewnianej obudowy studni i pompy w rynku.
Straty materialne oszacowano na około 270 000 srebrnych talarów. Usypana z tych monet sterta ważyłaby 7 ton.
Obraz Ludwika Konarzewskiego. Klęska żywiołowa w Jedłowniku i okolicy w 1848 r.
W połowie XIX wieku klęski żywiołowe doprowadziły do wystąpienia tyfusu głodowego na terenie wodzisławskiego państwa stanowego.
Susze, a następnie powodzie, które miały miejsce od 1846 roku przez następne trzy lata spowodowały ogromne straty w zbiorach płodów rolnych. Kroniki odnotowały, że w 1848 roku w Jedłowniku i okolicach „spadł straszliwy grad o wadze pół funta”. Ten kataklizm został uwieczniony przez świetnego malarza Ludwika Konarzewskiego na jednym z płócien wiszących w kościele w Jedłowniku. Jak donosiła gazeta wrocławska z 1848 roku, w tym czasie tyfus głodowy pochłaniał w niektórych wsiach nawet trzecią część mieszkańców.
Dotkliwe straty poniosło miasto i Ziemia Wodzisławska w wyniku II wojny światowej.
Wodzisławska wiosna 1945 roku była czasem wyzwolenia, ale równocześnie okazała się tragiczna dla miasta i jego mieszkańców.
Walki o miasto spowodowały jego zniszczenie sięgające 80%, były to największe straty wśród wszystkich górnośląskich
miast. Miasto zostało ufortyfikowane, a walki pozycyjne o miasto były bardzo krwawe. Już 2 lutego 1945 roku na Wodzisław spadły pierwsze bomby radzieckie, w wyniku czego 17 osób zostało zabitych. Dnia 26 marca 1945 roku do miasta wkroczyły oddziały Armii Radzieckiej.
Wodzisławska starówka była wymarła – ruiny, morze ruin, miasto w gruzach, wkoło zgliszcza, straty nie tylko materialne, ale również cielesne i duchowe. Młodzieży z rocznika 1920 najlepsze lata zabrała wojna…
„wytrzymaj, to wszystko nie może trwać dłużej niż życie” (z listu do Hioba). Nie wszyscy dotrwali do końca. Ginęli młodo na wszystkich frontach tej wojny, tak jak dla przykładu bohaterski lotnik rodem z Gołkowic – Franciszek Surma, zestrzelony w walce nad kanałem La Manche.
„For you…Dla Ciebie prawdziwa czterolistna koniczynka na szczęście” – pisała do niego zakochana angielska dama. Nie doczekał szczęśliwego zakończenia tej wojny.
Wodzisław Śl. Rynek po zniszczeniach wojennych (źródło: TMZW)
Świat, w którym żyjemy jest sumą przeszłości, nie można więc lekceważyć dawnych wydarzeń, również tych tragicznych i przysłaniać ich mgłą zapomnienia.
Wiele klęsk i nieszczęść można by dziś uniknąć, gdyby nie smutny fakt, że w ciągu 3 tysięcy lat historii ludzkości zmieniło się wszystko poza ludzką naturą, to przez jej ułomności wpadamy w coraz to nowe konflikty, wojny i nieszczęścia.
Rogów. Zniszczony kosciół i budynki mieszkalne, rok 1945
Powódź w 1997 r. Sołectwo Bełsznica
Proste wytłumaczenie na całe zło świata znajdujemy w jednym z mitów greckich – winna jest kobieta imieniem Pandora, która podobnie jak rajska Ewa, uległa pokusie i otwarła wieko zakazanej puszki. Od tej chwili w powietrzu krąży zło, które ludzie sobie wyrządzają i przekazują dalej.
Wróćmy jednak do współczesności, tegoroczne anomalia pogodowe mogą być zapowiedzią komplikacji w świecie przyrody. Za sobą mamy najcieplejszą jesień bodaj od 300 lat. Jest połowa stycznia 2007 roku. Za oknem prawdziwa wiosna, plus 9 stopni – obserwuję sikorki, które mało interesują się ziarnem w karmiku, a więcej oddają się wiosennym igraszkom…
„Ptaszkowie niebiescy, jak wy to robicie,
Dla was są igraszki nam chodzi o życie,
Wszak one nie orzą, nie sieją, a żyją”.
Wodzisław – nasze miasto było wielokrotnie niszczone przez wojny, pożary, kataklizmy – jednak zawsze się odradzało i zapewne będzie coraz piękniejsze. Nasi przodkowie pracowali dla jego rozwoju, my zaś jesteśmy naturalnymi ich spadkobiercami, mającymi na celu utrzymanie dorobku przodków i pomnażanie go własną uczciwą pracą.
Kazimierz Cichy
Żródło: "Z historii Naszej Ziemi" - Dodatek do Wieści Powiatu Wodzisławskiego nr 4





